„Co możesz zrobić, aby promować pokój na świecie? Idź do domu i kochaj swoją rodzinę” - Matka Teresa
wtorek, 2 czerwca 2026 Marianny, Marcelina, Piotra

Wolność wewnętrzna jako odpowiedź na kryzys młodego pokolenia

Żyjemy w epoce, w której słowo „wolność" pada nieustannie — z mównicy sejmowej, z ekranu smartfona, z okładek poradników życia. I właśnie dlatego warto zatrzymać się i zapytać: co ono naprawdę znaczy? Czy człowiek, który robi wszystko, na co ma ochotę, jest wolny? Czy wolność to wyłącznie brak zewnętrznych ograniczeń? Odpowiedź, jakiej udziela nam zachodnia popkultura, jest kusząca w swej prostocie — i niszcząca w skutkach.

 

 

Fałszywa wolność, realne zniewolenie

Ks. dr Marek Dziewiecki, jeden z najwnikliwszych polskich obserwatorów zjawiska uzależnień, ujął ten paradoks celnie: „Wielu młodych ludzi mówi:
Ja jestem człowiekiem wolnym, bo żyję w wolnym kraju. To niebezpieczna pułapka. W demokratycznych krajach żyją miliony ludzi zniewolonych narkotykami, hazardem, alkoholem, grami komputerowymi, seksem, chorymi relacjami, emocjami. Można mieszkać w zupełnie wolnym kraju i po prostu być niewolnikiem".

Trudno o trafniejszą diagnozę. Wolność polityczna, choć jest dobrem bezspornym i wartym obrony, nie jest tym samym co wolność człowieka. Można głosować w wyborach, swobodnie podróżować i wyrażać poglądy —
i jednocześnie nie panować nad sobą w żadnej istotnej sprawie. Człowiek, który nie potrafi oprzeć się kolejnej dawce używki, kolejnej chwili ucieczki od rzeczywistości nie jest wolny, choćby żył w najbardziej liberalnym ustroju na świecie.

To rozróżnienie nie jest wymysłem teologów. Sformułował je w świeckim języku Viktor Frankl, psychiatra, który przeżył cztery obozy koncentracyjne,
w tym Auschwitz i Dachau. Jego logoterapia wyrasta wprost z obserwacji – nawet w warunkach skrajnego zniewolenia zewnętrznego człowiek zachowuje wolność fundamentalną — wyboru postawy wobec własnego losu. Wolność nie jest dana jako stan — jest zadana jako wysiłek.

Świadectwo ostateczne: wolność silniejsza niż strach

Szczególnie warta uwagi jest w tym kontekście historia Stanisławy Leszczyńskiej. Ta położna z Łodzi, deportowana do Auschwitz-Birkenau, przez dwa lata —
od 1943 do 1945 roku — przyjmowała porody w nieludzich warunkach zorganizowanego ludobójstwa. Gdy komendant obozu Josef Mengele nakazywał jej zabijać nowo narodzone dzieci — topić je lub głodzić — Leszczyńska odmówiła. Pomimo takiej postawy nie została ukarana śmiercią i przyjmowała porody, choć wydawało się to sprawą bez nadziei.

Leszczyńska przeżyła lata obozowe. Przeżyło też troje jej dzieci, które trafiły
do Auschwitz razem z nią. Po wojnie sporządziła raport – stał się on jednym
z najważniejszych dokumentów dotyczących losów kobiet w czasie wojenne zagłady.

Co dawało jej siłę? Ona sama nie miała wątpliwości – całkowite zawierzenie Bogu i wierność sumieniu nawet wtedy gdy jego głos prowadzi wprost w śmiertelne niebezpieczeństwo. Właśnie to jest wolność wewnętrzna — i żaden obóz, żaden totalitaryzm, żadna presja nie potrafi jej odebrać człowiekowi, który ją posiada.

Niepokojące dane

Przypadek Leszczyńskiej mógłby się wydawać odległy. Obóz koncentracyjny
to ekstremum — co ma wspólnego z codziennym życiem polskiego nastolatka? Więcej, niż chcielibyśmy przyznać.

Diagnoza Młodzieży 2026 — największe od ponad dwudziestu lat badanie kondycji młodego pokolenia w Polsce, przygotowane przez Polskie Towarzystwo Polityki Społecznej na zlecenie Ministerstwa Edukacji Narodowej — maluje obraz, który powinien wywołać publiczną debatę.

A dane są następujące: 60 procent nastolatków żyje w chronicznym stresie
i przemęczeniu, 40 procent wykazuje objawy depresyjne, 17 procent dokonało samookaleczeń, 71 procent młodych deklaruje uzależnienie od telefonów, a liczba prób samobójczych wśród młodzieży w latach 2013–2024 wzrosła sześciokrotnie.

To nie jest kryzys psychologiczny w wąskim sensie. To kryzys antropologiczny, kryzys rozumienia tego, czym jest człowiek i po co żyje. Raport tego nie mówi wprost, ale jego dane układają się w pewien wzorzec – pokolenie, które nie ma innego punktu odniesienia poza własnym samopoczuciem okazuje się pokoleniem bezbronnym. Kiedy samopoczucie spada — a spada nieuchronnie, bo życie przynosi trudności — nie ma ono do czego się odwołać. Nie ma sensu, nie ma wartości, nie ma hierarchii, która pozwoliłaby przetrwać.

Chaos moralny jako strategia polityki

Byłoby błędem traktować ten stan rzeczy jako wynik przypadku. Chaos moralny jest w naszych czasach metodycznie produkowany przez instytucje, które powinny strzec ładu.

Od lat obserwujemy ośmieszanie i dewaluowanie religii w przestrzeni publicznej, systematyczne podważanie przekonania, że istnieją zasady wyższe niż doraźna przyjemność, że życie ma sens niezależny od nastroju, że wolność ma granice wyznaczane przez prawdę o człowieku, a nie przez aktualne interesy polityków.

Trzy czwarte młodych dorosłych ocenia, że system edukacji nie przygotował ich do rozpoznawania dezinformacji, manipulacji i treści generowanych przez sztuczną inteligencję. To znaczące, szkoła już nie uczy rozróżniania prawdy
od fałszu. Równocześnie to właśnie religia i etyka — przedmioty, które mają
za zadanie kształtować hierarchię wartości i rozwijać zdolność do oceny moralnej — są usuwane z systemu edukacji lub marginalizowane. 14 maja 2026 roku obywatelski projekt „Tak dla religii i etyki w szkole" został ponownie,
z pełną premedytacją polityków, odesłany do zamrażarki sejmowej.

W jego miejsce proponuje się tak zwaną edukację zdrowotną, której intencją — wbrew temu, co sugeruje nazwa — nie jest zdrowie lecz afirmacja popędów
i emocji jako nadrzędnych wyznaczników tożsamości. To dokładnie odwrotność profilaktyki uzależnień. Warto pamiętać, że materiał pedagogiczny, który składa się na edukację zdrowotną był rozsiany w programach wielu przedmiotów, gdy zebrano je w jednym programie, dodano do tego tylko kontrowersyjne treści dotyczące seksualności.

Prawda i sens jako zbroja

Warto w tym miejscu przywołać nurt psychologiczny, który — choć wyrosły
z doświadczenia ekstremalnego cierpienia — ma zastosowanie powszechne. Viktor Frankl zakładał, że podstawową motywacją człowieka nie jest poszukiwanie przyjemności ani unikanie bólu, lecz dążenie do sensu. Człowiek, który ma po co żyć, zniesie niemal każdą nędzę, ale może też osiągnąć wielkość. Człowiek pozbawiony wyższego celu ginie nawet w dostatku.

Frankl oparł tę tezę nie na spekulacji, lecz na obserwacji z Auschwitz. Tym,
co odróżniało tych, którzy przeżyli, od tych, którzy załamywali się i umierali — mimo podobnego stanu fizycznego — było właśnie posiadanie sensu.

Czas by polskie państwo zrozumiało znaczenie poważnego traktowania edukacji dzieci jako istot, które potrzebują prawdy i sensu tak samo, jak potrzebuje powietrza. Lekcje religii lub etyki są niezbędnym elementem kształtowania przyszłości polskiego narodu i społeczeństwa.

Potrzeba głębokiej profilaktyki

Problem profilaktyki uzależnień i kryzysów psychicznych wśród młodzieży jest w Polsce realny i pilny. Dane z Diagnozy Młodzieży 2026 nie pozostawiają złudzeń.

Model dominujący w europejskiej polityce zdrowotnej opiera się na neutralności aksjologicznej: nie oceniamy wyborów, informujemy o ryzykach, minimalizujemy szkody. Ten model ma swoje zasługi w ograniczonym zakresie. Nie jest jednak w stanie pomagać w odnajdywaniu życiowej prawdy, która daje sens, a właśnie brak sensu jest, jak pokazują dane najgłębszą przyczyną podatności na uzależnienia i kryzys psychiczny.

To o czym tu mówimy nie jest programem religijnym w wąskim sensie. To program antropologiczny. Jego podstawy można znaleźć zarówno w tradycji chrześcijańskiej, w klasycznej filozofii, jak i w najlepszej psychologii klinicznej. Połączenie tych nurtów jest możliwe i potrzebne.

Ocalenie człowieczeństwa

Polska jest postrzegana przez zewnętrznych obserwatorów jako kraj atrakcyjny — bezpieczny, gościnny, przywiązany do wspólnotowych więzi. Skąd ta atrakcyjność pochodzi? Odpowiedź, że z samej transformacji po 1989 roku i integracji z liberalnym Zachodem, jest niepełna. Polska zachowała coś, czego Zachód w znacznej mierze się wyzbył – strukturę moralną, którą Chantal Delsol opisuje jako warunek trwałości każdego społeczeństwa. Świat liberalny, który wielu wydaje się nowoczesnej cywilizacji — jak pisze ta filozofka — żyje tylko dzięki zasadom moralnym, które go poprzedzają i których sam nie potrafił wymyślić.

Te zasady w Polsce wciąż są żywe — choć ich żywotność jest dziś zagrożona bardziej, niż byśmy chcieli przyznać. Są żywe w rodzinach, które wychowują dzieci nie według poradników dobrostanu, lecz według przekonania, że życie ma sens i że wysiłek się opłaca. Są żywe w środowiskach, które nie wstydzą się mówić o Bogu, o wierności czy odpowiedzialności — dobrach uznawanych w dominującej kulturze za przebrzmiałe.
Czy jednak pozostaną żywe jeśli będą spotykać się z wrogością rządzących naszym krajem. Prawda jest jednak taka, że bez nich Polska nie ma przyszłości.

 

Tomasz Rowiński